Krótkowidz czy dalekowidz? Jakim jesteś rodzicem?

To wbrew pozorom nie jest post o wadach wzroku. To post o postrzeganiu sportu w wykonaniu dziecka przez nas – rodziców.

Przyznaję, w początkowym okresie naszej rodzinnej przygody z piłką (i tenisem u młodszego syna) traktowałam sport dzieci jak rozrywkę, jak cotygodniowe współzawodnictwo, które przynosiło wiele frajdy. Wtedy turnieje i mecze były źródłem niesamowitych emocji i radości z nagród, pucharów i medali. Skłamię, jeśli powiem, że wyniki drużynowe oraz indywidualne wyróżnienia nie miały dla mnie znaczenia. Biję się w pierś, bo wiem, że to było złe. Ale wtedy byłam początkującym rodzicem sportowca. Nie ma co prawda nic złego w ekscytacji wygraną czy kolejnych pucharem albo podium na turnieju. Ważne jedynie, żeby nie robić z tego sprawy. Żeby nie to było celem aktywności fizycznej dziecka. Żeby patrzeć na sport w szerszej perspektywie. Taka jest właśnie rola rodzica.

Rodzic krótkowzroczny

Moja początkowa postawa to z pewnością przejaw krótkowzroczności. Prawdopodobnie wynikała z tego, że decyzja pięciolatka o trenowaniu piłki nożnej kompletnie nas zaskoczyła i sądziliśmy, że ta przygoda bie potrwa długo. Nigdy przedtem nie byliśmy kibicami piłkarskimi, uznaliśmy więc, że przedszkolak znudzi się, jak tylko z powodu treningów będzie musiał rezygnować z przyjemniejszych aktywności. Sport nie był dla nas w tamtym czasie narzędziem wychowania i sposobem wdrażania w dorosłe życie, a źródłem rozrywki i miłego spędzania czasu. Znowu – nic w tym złego że sport jest dobrą zabawą. Taką powinien być jak najdłużej dla dziecka. Ale to jest perspektywa dziecka, a nie dorosłego rodzica. Przecież dziecko idąc na trening nie myśli o tym, że sport nauczy go wytrwałości, obowiązkowości, punktualności, dokonywania wyborów, radzenia sobie z rywalizacją, porażką i wielu innych ważnych w przyszłości umiejętności. Dziecko gra, żeby współzawodniczyć i wygrywać. No ale Ty Rodzicu nie jesteś dzieckiem. Patrzenie krótkowzroczne warto zamienić na dalekowzroczne.

Rodzic dalekowzroczny

Dalekowzroczność rodziców to znacznie lepsza postawa. Pytanie, jak sport może wpłynąć na dorosłe życie dziecka, jak ma go przygotować do rozwiązywania problemów w przyszłości, powinno pojawiać się u ciebie znacznie częściej nić to, jakie błędy w meczu popełnił Twój syn czy córka, jaki kolejny specjalista nauczy go grać w piłkę. To, co wyniesie ze sportu, z każdej dobrej i złej sytuacji, powinno interesować rodzica. Twoim zadaniem życiowym nie jest przecież przygotowanie dobrego piłkarza, a nauczenie dziecka umiejętności niezbędnych w dorosłości. Tego akurat nie zrobi za ciebie nikt inny, więc właśnie na tym powinieneś skupić swoją uwagę.

Posłużmy się przykładem. Twoje dziecko podczas meczu miało okazję do strzelenia karnego i tego nie wykorzystało. Popełniło błąd. Rodzic krótkowzroczny zaraz po meczu zacznie sypać poradami jak z rękawa: źle ustawiłeś stopę, źle podszedłeś do karnego, nie skoncentrowałeś się przed oddaniem strzału itd. itp. Czy tak postępuje rodzic dalekowzroczny? Raczej nie. Od eliminowania błędów sportowych jest trener.

Co zrobiłby w tej sytuacji rodzic dalekowzroczny?

Możesz zadać pytania:

Czego nauczyłeś się z tej sytuacji?

Dlaczego ważna jest umiejętność podniesienia się po błędzie lub porażce?

Czy były elementy w grze, z których jesteś zadowolony, mimo, że nie strzeliłeś karnego?

Możesz podzielić się z dzieckiem swoją perspektywą:

„Tak sobie myślę, że ja, w swoim życiu dużo się ze swoich porażek nauczyłem. Może nawet więcej niż ze swoich sukcesów. Teraz widzę, że moje sukcesy przyszły dlatego, że wyciągałam lekcje z porażek, które były przed nimi.”

„Jestem dumna/dumny z tego, jak radziłeś sobie z presją w czasie meczu. Ok, nie wygrałeś tej rozgrywki, ale widziałam ile razy zaskoczyłeś swojego rywala dobrym zagraniem, widziałam/widziałem jak konsekwentnie próbowałeś tego zagrania wiele razy, mimo, że wcześniej ci to nie wychodziło. To się nazywa determinacja w działaniu.”

„Odporność i determinacja pomimo popełnianych błędów jest niezwykle istotną umiejętnością. Uwielbiam patrzeć, jak podnosisz się i walczysz dalej pomimo błędów.”

Matylda Olek-Stępień, psycholog sportu

Co mi dała zmiana perspektywy?

Kiedy zaczęłam patrzeć daleko w przyszłość (która nadchodzi szybciej niż się spodziewasz) przestajesz przejmować się błędami i porażkami dziecka. Ba, czasem nawet cieszysz się po cichu, że trudne sytuacje miały miejsce, bo twoje dziecko dzięki nim zdobyło arcyważne umiejętności życiowe.

Zaczęłam patrzeć na moje dziecko, jak na dorastającego mężczyznę zdobywającego coraz nowsze umiejętności. Gdy wyruszył samodzielnie w świat (najpierw w Polskę a potem do Włoch) kompletnie się o niego martwiłam, bo wiedziałam, że sobie poradzi. Że sport i wysiłki nas – dalekowzrocznych rodziców dobrze go do tej drogi przygotowały.

Zupełnie przestałam przykładać wagę do wyników drużyny, bo co za znaczenie ma miejsce w tabeli? Za rok przecież przyjdzie nowy sezon i nowe szanse. Jak byłam młodym (krótkowzrocznym) rodzicem bacznie śledziłam rozgrywki, wiedziałam na którym miejscu w tabeli jest nasza drużyna, ile punktów ma ona i jej rywale, kiedy i z kim zagra kolejny mecz. To kompletnie z perspektywy czasu nie ma znaczenia. Ważne jest, ile te rozgrywki nauczyły moje dziecko i jakiego zrobiło z niego człowieka.

W pamięci pozostały piękne wspomnienia, emocje, zdjęcia w albumie i ciekawe znajomości, natomiast puchary, medale i wyróżnienia leżą spakowane głęboko w szafie i w zasadzie nie wnoszą do obecnego życia nic.

Kibicowanie dziecku bez zwracania uwagi na wynik czy popełnione błędy daje dużo więcej przyjemności z samego oglądania meczu. Jeśli patrzysz na mecz jako lekcję życia, a nie 90 minut kopania piłki, błędy i wynik kompletnie nie mają znaczenia. Cieszysz się, że mogłaś popatrzeć.

Oczywistym jest, że po wygranej rodzic ma lepszy humor niż po porażce. Niezależnie od słów które padają z twoich ust, dziecko patrzy na twoją ogólną postawę. Kiedy wcześniej tak bardzo cieszyłam się z wygranej, dziecko dopowiadało sobie, że jak nie wygra, to mnie zasmuci. To powodowało, że porażki początkowo były trudne. Z czasem sobie to wyjaśniliśmy. Teraz Kuba wie, że cieszy mnie sama obecność na meczu, zwłaszcza że z powodu dzielących nas 1300 km dzieje się to teraz rzadko.

Od czasu, gdy patrzę dalekowzrocznie i wyniki nie mają dla mnie najmniejszego znaczenia, zachowuję się tak samo po każdym meczu. Moje słowa i mowa ciała są zbieżne i zgodne z prawdą. Syn wie, że oglądam go dla niego samego, a nie dla wyników. A to, jakim stał się dzięki sportowi człowiekiem, jest dla mnie największą nagrodą za zmianę perspektywy krótkowidza na dalekowzroczność.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s