Mama piłkarza. Kamil Grosicki

Z cyklu „mamy piłkarzy” chciałam dziś przedstawić sylwetkę Magdy Grosickiej – mamy naszego Turbo Grosika. Rozmowa z nią ukazała się w magazynie Twój Styl w lipcu 2018 roku.

Zdjęcie pochodzi z instagramy pani Magdy Grosickiej

Mistrz tanga, król samby? Magda widziała przyszłość syna na parkiecie: on w pięknym ubraniu, lakierkach, uczesany gładko. Miał dryg i zadatki.

– Zapisałam go na zajęcia jeszcze w przedszkolu, trenerzy od razu zauważyli jego talent. Ale on powtarzał: „Tańczę, bo mama chce”. Kiedy znajomi mówili: „Zobacz, gdy on podchodzi do walca, to jakby ustawiał nogę do piłki”, udawałam głuchą – wspomina Magda. 

Wesoła, głośna i energiczna brunetka. Robi kawę, spotkałyśmy się w jej mieszkaniu. Kameralne osiedle na obrzeżach Szczecina, świetnie urządzone wnętrza. Mieszkanie kupił mamie Kamil. Potem się dowiem, że także duży dom, który wynajęła, i mercedesa klasy C na Dzień Matki. Magda jest z niego dumna, chociaż jej opowieść nie będzie wyłącznie pogodna. Bo są tam zakręty i wątpliwości. A pierwsza dotyczyła kwestii: czy w ogóle piłka? 

– Udawałam, że nie widzę jego zdolności. Sąsiedzi mówili: „Obserwowaliśmy go z okna, gra jak natchniony, przekonaj się wreszcie”. A ja sądziłam: każdy chłopak kopie piłkę, wielkie rzeczy – wspomina Magda. Denerwowały ją te sugestie i złościł nawyk Kamila – w szkole wciąż robił piłki z papieru. Nie wolno było przynosić normalnych, więc on rwał gazetę, zwijał w kulę, oklejał taśmą i grał. 

– Pewnego dnia Paweł, mój mąż, który też był piłkarzem, powiedział: „Uważam, że Kamil powinien skończyć z tańcem i zająć się poważnie futbolem”. Byłam zła, ale się zgodziłam, żeby zaprowadził go na próbny trening do Pogoni. Kamil pokazał, co umie, pół godziny później przyjęto go do drużyny. 

Miłość jest ślepa

Fot. Jerzy Chwałek

Olbrzymia paczka lego. Kamil powoli rozpakowuje klocki, cieszy się, nikt takich nie ma. Chodzi do podstawówki, rodzice założyli własny biznes. Mały lokal gastronomiczny na niemieckim targu – jest początek lat 90., otwarto niedawno granice. 

– Wstawaliśmy o trzeciej w nocy, żeby o szóstej być już w barze. Szło nam świetnie, ale złota era małego biznesu skończyła się szybko. A Kamil wciąż potrzebował nowych butów, dresów. Mówiłam: „Zobacz, ja nawet nie mam na krem, a ty znowu prosisz o korki”, a on odpowiadał, że jak będzie zawodowym piłkarzem, kupi mi cały karton kosmetyków. Zresztą dziś zawsze mam na półce słoiczek kremu Chanel od niego – opowiada Magda. I dodaje: – Dużo pracowaliśmy, z perspektywy lat widzę, że dla Kamila mieliśmy czasu za mało. Stąd te drogie zabawki, które miały być rekompensatą. Kochaliśmy go, ale pochłonęły nas inne sprawy – wyznaje. Kiedy się przekonała, że dla syna ważna jest tylko piłka, porzuciła własne wyobrażenia o jego przyszłości. W tamtym czasie była kobietą „wielozadaniową” – pracowała, dopingowała syna, urodziła drugie dziecko, Oliwię. Gdy dzisiaj o niej mówi, szklą jej się oczy. 

– Nasz świat zdominował Kamil. Cieszyliśmy się jego sukcesami, wiele mu wybaczaliśmy. On miał i ma do dziś taki gest: podchodził, chwytał mnie za ucho, delikatnie przekręcał, robiąc przy tym niewinną minę. Jak można się było gniewać? Pamiętam, co kiedyś powiedziała mi przyjaciółka: „Zobaczysz, pewnego dnia Oliwia ci to wypomni”. Tak, mogłam poświęcić więcej uwagi córce. Dziś Oliwia jest piękną, mądrą kobietą. Jesteśmy ze sobą bardzo blisko, przyjaźnimy się. Ale czuję dyskomfort, myśląc o braku równowagi w tamtym czasie – przyznaje Magda. 

Gdy Kamil był nastolatkiem, związek jej i Pawła przechodził kryzys. Zbyt dużo oddali pracy? A może przestali się rozumieć? Rozwód wydawał się najlepszym rozwiązaniem. Mąż wyprowadził się do Włoch. Magda coraz częściej była wzywana do szkoły, bo Kamil miał problemy. 

Co mam robić?!

Październik ubiegłego roku, druga minuta meczu z Armenią w eliminacjach do mistrzostw świata. Po strzelonej bramce Kamil wykonuje wymowny gest. O takich gestach kibice mówią: „cieszynka” – na ogół Grosik chwyta się za uszy i nasłuchuje skandowania swojego imienia. Dzisiaj jest inaczej. Podnosi prawą rękę, palcami symbolizuje ludzkie gadanie. Jakby chciał przekazać: „Mówcie, co chcecie, ja wiem swoje”. To reakcja na złośliwość internautów, którzy zarzucili mu, że noc przed meczem spędził w kasynie. A on słabość do hazardu pokonał już dawno. 

Kłopoty zaczęły się, gdy grał w Pogoni. Magda chciała pomóc, nie wiedziała jak. Myślała, że przełomem będzie wyjazd dziewiętnastolatka do Warszawy. – To było święto w rodzinie. Kupiłam sukienkę, razem pojechaliśmy podpisywać kontrakt z Legią – wspomina. Jednak potem nie było lepiej. Kamil grał dobrze, ale po treningach chodził własnymi ścieżkami. A ona czuła się bezradna. Chwytanie za ucho już nie wystarczało, żeby wybaczyć. 

– Któregoś dnia pomyślałam: „Jeśli to teraz puszczę, Kamil będzie stracony”. Postanowiłam, że zadzwonię do męża – opowiada Magda. Nie wiedziała, co zrobi Paweł. Osiadł we Włoszech na dobre, miał dom i pracę. Była zdziwiona, gdy dwa dni później zapukał do jej drzwi. – Kamil zrozumiał, że tata zostawił dla niego wszystko. Wiem, że to docenił. Jeździliśmy do niego razem, dużo rozmawialiśmy. Walczyliśmy o niego – opowiada. Kamil przeszedł terapię. – Zaszedł wysoko, ale jest pod wielką presją. To jest cena popularności, nie uniknie obserwacji, ocen. Ale może być pewny, że nasze uczucie i wsparcie dla niego są niezmienne – uśmiecha się Magda. 

Dzisiaj znowu jest mężatką. Drugi raz wyszła za tego samego mężczyznę. Mówi, że teraz mają z Pawłem najlepszy czas w życiu. 

Dorosły syn

Transmisja w telewizji, sobota. Gdy zaczyna się hymn, Magda łapie męża za ramię: „No zobacz, Kamil śpiewa najgłośniej, najwyraźniej!”. A potem nie wytrzymuje, zaczyna płakać, szczególnie gdy widzi faul. I tak jest za każdym razem. 

Zastrzega: – Nie opuszczamy żadnego meczu. Po Legii Kamil grał w szwajcarskiej drużynie FC Sion, w Jagiellonii Białystok, tureckim Sivassporze, francuskim Stade Rennais, a teraz jest zawodnikiem angielskiego klubu Hull City. Życie dzieli między miasto Hull i Szczecin. Tu ma żonę i dzieci. 

– Maja skończyła sześć lat, Kamil zwariował na jej punkcie – Magda opowiada o wnuczce. Ale Maja to niejedyne dziecko Kamila. Siedem lat temu ożenił się z Dominiką, modelką, która miała już sześcioletniego Marcela. – Kiedy powiedział mi, że zakochał się w dziewczynie z dzieckiem, pomyślałam: „to chyba nie to, o czym matka marzy dla syna”. Dzisiaj wiem, że Dominika to najlepsze, co mu się mogło w życiu przytrafić – mówi Magda. 

Marcel, jej pupil, ma 14 lat. – On pierwszy powiedział do mnie „babciu”, nigdy tego nie zapomnę – opowiada. Synową ceni za świetną organizację życia i silną rękę. Dominika potrafi zadbać o dom, młotkiem i wiertarką posługuje się lepiej niż Kamil. – Podziwiam ją. Kamil, niestety, nie radzi sobie ani z techniką, ani w kuchni. Tego go nie nauczyłam – żałuje Magda. 

I zaraz się rozpogadza: przecież nauczyła go wielu innych rzeczy. Choćby okazywania uczuć. – Kiedy jest Szczecinie, za każdym razem, gdy do mnie wpada, a potrafi i trzy razy dziennie, musi mnie wyściskać na powitanie – cieszy się. Martwi ją jedno: co będzie, kiedy syn skończy karierę. Czy on już wystarczająco dojrzał, czy jest poukładany i silny? Magda zastanawia się chwilę. Tak, jest. Szedł do tego długo, ale się udało. Szli razem – i tak będzie dalej. 

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s