Amerykański sen Czaszpira

Dopóki piłka nożna jest tylko pasją, zabawą i troską o zdrowe ciało to jest miło. Ale dla każdego piłkarza przychodzi czas, że wiek juniorski się kończy i trzeba sobie szukać miejsca w tym niełatwym świecie. Typowa kariera piłkarza w Polsce wygląda tak, że po osiągnięciu wieku seniorskiego trafiasz do IV czy III-ligowego zespołu, co lepsi do wyższych szczebli, a jednostki dostają szansę trenowania w rezerwach drużyn z Ekstraklasy.

Poznałam piłkarza, który podszedł do tematu niekonwencjonalnie i już czuje się wygranym. Poznajcie Czaszpira, czyli Dawida Zająca, który zamiast grywać w podrzędnych polskich ligach postanowił podbić MLS czyli najlepszą ligę amerykańską. Jest na początku tej drogi, ale nie żałuje swojego wyboru. Przeczytajcie streszczenie mojej rozmowy z tym przemiłym i przebojowym młodym piłkarzem.

Twoim domem, jak podkreślasz, jest Kostrzyn nad Odrą, to tam robiłeś pierwsze kroki na murawie. Jakie kluby po drodze do Ameryki „zaliczyłeś’?

Tak, zacząłem lokalnie od UKS Czwórka Kostrzyn nad Odrą, potem była drużyna Błękitni Wronki, po drodze pograłem jeszcze w Warcie Poznań i przez chwilę w Tarnovii Tarnowo Podgórne.

Dlaczego nie poszedłeś standardową drogą, czyli jak większość Twoich kolegów w Polsce nie wspinałeś się pod drabince polskich lig?

Próbowałem, ale szybko poczułem, że chcę czegoś więcej. Pewnego dnia pomysł na Amerykę sam wpadł mi do głowy. Postanowiłem, że daję sobie rok i ruszam za ocean. Pamiętam, że przykleiłem sobie wtedy na drzwiach taką motywującą kartkę i codziennie wstając, idąc na trening i zasypiając patrzyłem na nią.

No dobrze, ale wielu nastolatków marzy o wyjeździe do USA i kontynuowaniu tam nauki i uprawiania sportu, a Ty jednak zacząłeś działać. Jak wyglądało to od strony organizacyjnej?

No tak, byłem zdeterminowany, zmotywowany i miałem duże wsparcie rodziny, więc marzenia przekuliśmy w działania. Rekrutacja w dużym skrócie wygląda tak, że wybierasz kluby i uczelnie w których chciałbyś się znaleźć. Oczywiście aplikacji musisz wysłać całą masę. To była z naszej strony dobrze zorganizowana akcja. Kiedy któryś z trenerów zainteresuje się Tobą, przyznaje Ci stypendium, podpisujesz kontrakt i lecisz. To tak w dużym skrócie. Zapraszam na moje konto instagramowe i YT, gdzie wszystko dokładnie opowiadam.

Czy przed wyjazdem do Ameryki poczyniłeś jakieś specjalne przygotowania?

Wiadomo, że trzeba było popracować trochę nad ciałem, bo w klubie na dzień dobry mieliśmy testy, więc trener od przygotowania fizycznego był konieczny, ale gdyby nie wyprawa do Stanów, to pewnie też bym to robił. Musiałem też podszkolić angielski, żeby dobrze wypaść na egzaminach jeszcze tu w Polsce. Bez tych egzaminów nie ma szans studiować w Stanach.

Opowiedz o rozgrywkach piłkarskich w Stanach

Najwyższym poziomem jest MLS czyli Major League Soccer. Ja w tej chwili gram w rozgrywkach akademickich. Każda uczelnia jest przydzielona do swojej konferencji, w której toczą się rozgrywki. Moja nazywa się Peach Belt Conference i skupia drużyny z 6 stanów. Ponieważ mecze rozgrywane są 2-3 razy w tygodniu, to podróże są dosyć meczące. Na czwartym roku studiów piłkarze z najlepszych drużyn wybierani są w draftach do ligi MLS.

Organizacja rozgrywek wygląda zatem inaczej niż u nas, a jak to jest z trenowaniem? Czym różni się trenowanie piłki w USA od trenowania w Polsce?

To co rzuca się w oczy od samego początku to zaplecze sportowe. Ja gram w tej chwili w lidze akademickiej, a warunków do trenowania mógłby pozazdrościć nam niejeden polski klub z Ekstraklasy. Trenujemy, uczymy się i mieszkamy na ogromnym kampusie, co bardzo ułatwia funkcjonowanie, bo wszystko masz na miejscu. Mamy piękne boisko wraz z nowoczesnym zapleczem, halę sportową, dwie siłownie, w pełni wyposażone zaplecze do odnowy biologicznej, basen. Chętni mogą nawet znaleźć pracę na terenie kampusu i zyskać dodatkowe doświadczenie oraz środki finansowe.

Inne jest też podejście do sportowca. Jeśli jesteś na uczelni i jednocześnie trenujesz to priorytetem jest sport i wszyscy nauczyciele o tym wiedzą. Nie oznacza to że nie trzeba się uczyć, wręcz przeciwnie. Poziom nauki i frekwencja są na bieżąco monitorowane i jeśli opuścisz więcej niż 6 zajęć w ciągu semestru to żegnasz się ze szkołą. Jeśli nie spędzisz co najmniej 5 godzin tygodniowo w bibliotece, trener nie dopuści Cię do treningów. Po pierwszym semestrze z powodu niskiego poziomu w nauce pożegnaliśmy sześciu kolegów.

Jak radzisz sobie zatem w szkole?

Nie jest źle, a nawet powiedziałbym, że jest dobrze. Początkowo trochę ograniczał mnie język, ale tu wystarczy chcieć i zarówno w szkole jak i w trenowaniu masz mnóstwo osób do pomocy, jeśli tylko o nią poprosisz. Każdy nowy student ma trzech opiekunów, którzy go wspierają, starsi koledzy udzielają korepetycji, organizacja jest naprawdę na wysokim poziomie. Wracając do trenowania, jeśli chcesz potrenować więcej, udoskonalić np. jakieś zagrania, albo nie zagrałeś zbyt wielu minut w meczu, to jeden z trzech trenerów poświęci Ci czas i zrobi z Tobą trening dodatkowy. Każdy tu jest profesjonalny i służy pomocą i robi to zupełnie bezinteresownie w dodatku z uśmiechem na twarzy.

Nie znałam Cię przed wylotem, ale mam wrażenie, że chyba już trochę przesiąkłeś taką postawą

Chyba tak 🙂

Czyli świetne zaplecze, pomocni ludzie, co jeszcze wyróżnia Stany od Polski ?

Gramy dwa czsem nawet trzy mecze w tygodniu, a nie jeden jak w Polsce. Podczas meczów mamy zmiany hokejowe. Na treningach jesteśmy na bieżąco monitorowani za pomocą urządzeń mierzących m.in. puls i jak trener widzi, że któryś oddycha rękawami to go ściąga z boiska. Tak samo jak widzi, że ktoś ma tętno spacerowe i nie biega po boisku. W amerykańskim trenowaniu mniej jest przypadkowości.

W samym kraju podobają mi się ludzie i to, że daje on duże możliwości. Można tam wiele osiągnąć jeśli się tego naprawdę chce. Mogę śmiało powiedzieć, że w pół roku mojego pobytu w USA osiągnąłem więcej niż przez całe dotychczasowe życie.

Czy jest coś co w Stanach nie przypadło Ci do gustu?

Jedzenie w Polsce mamy zdecydowanie lepsze

A jak radzisz sobie z rozłąką? Jesteś bardzo rodzinny, a dzieli Was taka odległość.

Nie jest łatwo, ale dajemy radę. Codziennie rozmawiamy na whatsappie. Częściej niż Polsce mamy tu przerwy i wtedy mogę zawsze przylecieć do Polski. Mamy wolne na Święto Dziękczynienia i Spring break, więc wtedy albo lecę do domu albo zwiedzam Stany.

Mam nadzieję, że pokazaliśmy, że czasem nie warto podążać utartymi ścieżkami tylko obrać swoje cele i je konsekwentnie realizować. Dziękuję Ci za rozmowę i trzymam za słowo, że jak przylecisz następnym razem do Polski to nagramy wspólnie jakiś materiał. Powodzenia!

Dziękuję

P.S. Nasza rozmowa trwała dwie godziny, tu streściłam tylko jej fragmenty. Dawid jednak bardzo chętnie dzieli się swoimi doświadczeniami z życia w Ameryce na swoich social mediach. Ma niesamowitą osobowość, jest bardzo otwarty i chętny służyć pomocą, więc zajrzyjcie do niego koniecznie na:

https://instagram.com/czaszpir?igshid=1g7id27r8pfpn

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s